Dolomity i nie tylko

O poranku po jubileuszowej imprezie wyruszyłam do Dolomitów. Wszystko pięknie się układało; przypadkowe zaproszenia na kawę, na kolacje, a jeszcze innym razem na winko, miłe pogawędki z ludźmi, przepiękne widoki, generalnie sielanka. Słoneczko pięknie świeciło, więc w 5 dni zjechalam Dolomity wzdłuż i wszerz. Aż do znudzenia. Jeżdżę na pamięć, więc od czasu do czasu skręcę nie tam gdzie powinnam i znajdę się nie w tej dolinie co planowałam. Zaczęły mnie już te Dolomity denerwować. Nie ma tam jazdy na skróty, tuneli wydrążonych, czy też autostrad, którymi można szybko przejechać. Jedzie się z przełęczy na przełęcz. Takie motocyklowe Eldorado. Jest pięknie, czasem cudownie, ale tak do 8 wieczór, kiedy chce się już wracać, a tu do celu 100 km i 2 h jazdy. 

 

Zatrzymałam się w budżetowym hoteliku dla motocyklistów. Nie podobało mi się. Właściciele postanowili zrobić remont w środku sezonu, wiec o 8 rano budzila mnie wiertarka. Właściciel, zapalony motocyklista, zorganizował wyprawę motocyklową, na którą zaprosił wszystkich motocyklistów, z pominieciem jedynej motocyklistki która sie u niego zatrzymała. 

It’s men’s world, deal with it… standard.

 

Dolomitów i tego hosteliku miałam dość. Postanowilam pojechac na Słowenię. Na FB znalazlam kuzynkę. Umowilam sie z nią na kawe i ciastko. Dzień zaczął się od oberwania chmury. Ponieważ pszczoły mnie lubia, a zwłaszcza żądlić, więc i tego dnia jedna wylądowała mi na twarzy. Poczułam się 10 lat młodziej. Opuchlizna doskonała - zero zmarszczek.

 

Zatankowalam. Od razu kapnęłam się ze coś nie gra. Brakowało telefonu. Nikt nie widział, nikt nie słyszał… pojechałam na posterunek. Mogłam wykonać jeden telefon. Wykonalam. Do ubezpieczyciela, od ktorego dowiedzialam sie, ze moje ubezp. turystyczne nie pokrywa kradzieży bagażu😒… Wymoglam od policjanta, żeby wystawił mi świstek o zgloszeniu kradzieży. Był juz wieczór, a ja nie wiedziałam gdzie będę spać. Kontakt do Basi mialam tylko przez facebook’a. Net’a zgrzeczności użyczyła mi pani ze sklep elektronicznego. Pozwoliła mi też zadzwonić. Zaproponowałam, że zapłacę. Mimo wszystko dzwonienie do Szwajcarii nie należy do najtańszych. Miałam się nie przejmować tylko dzwonić. Szef zapłaci, taki był komentarz. Zablokowałam telefon, a przy okazji dowiedziałam się, że owszem miałam ubezpieczenie od kradzieży, ale już jest nie aktywne… od miesiąca. Fuck. No nic. Pisze szybko krótkie maile i wiadomość do Basi. "Ratuj! Nie wiem, gdzie jestem, nie wiem gdzie jechać". Umówiłyśmy się na zjeździe z autostrady. 

 

Zobaczylam znak "Wenecja 10 km". Pojechałam w zlym kierunku. Dołożyłam sobie jakieś 150 km. Kiedy ja jechałam, to Rodzina sie martwiła. Pamiętali mnie jako dziewczynkę z bialymi loczkami jeżdżącą na czterokołowym rowerku. Wujek jeździł po Gorizi, miasteczku wielkości Krynicy Górskiej i szukał kopie mojej Mamy tyle że na Harley’u. Udało się. Znaleźliśmy się. Stres, zmęczenie i pewne obawy zjadały mnie od środka. Rosołek, sałatki, wędlinki, świeży chlebek oraz dobrze oszroniony trunek. Wszyscy i wszystko czekało na przyjazd dawno niewidzianej kuzynki. Wujek nakazał mi zostać, nie na dzień, nie na dwa, ale na tak długo jak mi pasuje.

 

Na Słowenie zrobiłam dzienne wyprawy. Pierwszego dnia bardzo nieśmiało, bo tylko 150 km, ale drugiego już tak na całego 750 km. Trzeciego dnia robiłam z Basią pierogi. Basia jest fryzjerką. Najlepszą jaką do tej pory spotkałam poza granicami mojego pieknego kraju. Doradziła, nawilżyła, podkolorowała, obcięła moje mocno potargane wiatrem włosy. 

W miedzy czasie wujek zapodał rodzinną neonówkę, niepowtarzalny trunek destylowany wg tajnego przepisu. Wyszukany smak, piękny klarowny kolor, oraz zero alkoholi ciężkich. Po jednym łyku, moc jest z nami, jak to mawiał Gajos w “Zółtym szaliku”. 

 

Czwartego dnia jadąc przez Słowenię wróciłam do Dolomitów, a tam czekała na mnie niespodzianka. Podjeżdżam do hoteliku, a przed drzwiami stoi znajomy Harley. Przyjaciel martwił się że się nie odzywam, więc postanowił przywieź mi zastępczy telefon osobiscie. Został ze mną 5 dni. Pojeździliśmy po znanych mi już trasach, poszliśmy razem na testowanie win u kolegi Harleyowca, po czym ze smutkiem rozjechaliśmy się każdy w swoją drogę.

 

Wróciłam do domu w sobotę. Jeszcze dobrze nie ogarnęłam wszystkich spraw, a już dostaję wiadomosc od kolegi klubowego. Gdzie jesteś? Od 15stu godzin w Zurichu. Bylaś już na Trimmlisjoch? No jeszcze nie... Jedziemy jutro? Yyyy… no dobra. Pojechałam znowu. Tym razem w Alpy austriackie. Jest zjawiskowo. Austriacy uwielbiają drążyć tunele. Krótkie, długie, czasem bajerancko oświetlone, surowe, nowoczesne, w skale, podwieszane. Lubią też stawiać bramki przed wjazdem na przełęcze. Kasują za każdy przejazd, bo uważają że tylko tak moga utrzymac drogii alpejskie na wysokim poziomie. 

Antholzer See
View from Edelweissspitze
View from Edelweissspitze
Road to Stelvio Pass
Sella Nevea - Italy
Landscape
Wine tasting
View from Sella Nevea Pass
Sella Nevea
Triglov Narodovski Park
Lake Bled
P1020121
P1020013
P1020019
P1020079
Pasterze glacier
Dolomites - view from Mondela Pass
view from Edelweissspitze
view from Edelweissspitze
morning view in Tirol
Timmelsjoch
IMG_0069
Riding with a friend is always good
Riding with a friend is always good
Summer riding