Dzień 1

Dzien: 14.07.2016

Wyjechałam z Zurichu około 9 rano z nadzieją, że pogoda wkrótce się zmieni. Nie znajduję wielu przyjemności z jazdy w deszczu, więc z Zurychu do Genewy przejechalam autostradą A1, tak żeby jak najszybciej dotrzeć do Passy. W okolicach Berna, jakiś kierowca zaczał dawać mi niezrozumiałe znaki. Zajechał mi drogę i pokazując na tył motocykla, kazał mi się zatrzymać. Jakiś stuknięty gość pomyslałam najpierw, ale po chwili zorientowałam się, że on pokazuje mi na moje blachy. Okazało się, mało brakowało, a zgubiłabym moje numery rejestracyjne. Zatrzymałam sie na poboczu i zupełnie odczepiłam ledwo trzymające się numery, poczym zaczełam szukać serwisu. Jeśli zgubiłabym numery, to byłby to koniec mojej podróży. Musiałabym conajmniej tydzień czekać na nową tablicę, a jazda bez byłaby niemożliwa. Niestety było to około południa, więc wielu pracowników w Szwajcarii ma w tym czasie przerwę obiadową i usługi sąpo prostu niedostępne. Zaczełam szukać najbliższego sklep Harleya ... Znalazłam, znajdował się 10 min ode mnie, ale w ciągu kolejnych 5 minut miał być zamknięty na kolejne 1,5 godziny...

Zaryzykowałam, zapakowałam tablicę i pojechałam do Genewy bez przyczepionych numerów. Kilka razy przypadkowi kierowcy wskazywali mi na brakujące tablice. Historia zawsze była taka sam. Ktoś wyprzedza mnie, zatrzymuje się, i tłumaczy że nie mam numerów rejestracyjnych. Za każdym razem pokazywałam jak bardzo jestem wdzięczna, a zwłaszcza za poświecony mi czas, i że ja wiem, i właśnie jestem w trakcie poszukiwań serwisu, ale jesteśmy na autostradzie, więc zjadę następnym zjazdem i jak nuajszybciej rozwiążę problem. Nie musiałam długo czekać, źeby policja mnie zatrzymała mnie. Kiedy ściągnęłam kask, panowie byli tak zaskoczeni widząc samotnie podróżującą na motocyklu kobietę, że bez sprawdzania moich dokumentów po prostu pozwolili mi odjechać ... z krótką instrukcją, jak dotrzeć do najbliższego serwisu Harleya :). 

 

Około 3 po południu dojechałam do sklepu Harleya w Genewie. Miły mężczyzna z obsługi zaproponował mi przerwę na kawę i bez żadnych dodatkowych opłat przymocował mi tablicę na koniec życząc mi bezpiecznej jazdy. Jazdąc na południe powoli zbliżałam się do granicy szwajcarsko-francuskiej.

Zatankowałam w Bardonnex (CH) i około 4 popołudniu przekroczyłam granicę szwajcarsko-francuską, po czym pojechałam bezpośrednio do Passy - 16. dzielnicy administracyjnej Paryża. Miasteczko podzielone przez rzekę Arve jest pięknie położone na płaskowyżu Assy tuż u podnóża Mont Blanc. Pokoik, w którym spałam tej nocy, znajdował się w dwustuletnim domu wybudowanym na wzgórzu Le Prarion, a z którego okien rozprzestrzeniał sie wpaniały widok na dolinę Passy.